Blog > Komentarze do wpisu

Och, na kacu to ja się znam



Żyję. Ma to swoje niezaprzeczalnie dobre strony. No. Ale ma też i złe. Bo muszę oglądać, czytać, słuchać, robić te wszystkie rzeczy budzące irytację. Dzisiaj na przykład gapi się na mnie z okładki "Gazety" Marek Kondrat. Źle wygląda. I z tym swoim złym, zmęczonym wyglądem mówi do mnie, żebym głosował. Bo jak nie, to będę miał kaca. Och, panie Marku, jest, kurwa, sobota. To oznacza, że dziś na kacu to ja się bardzo dobrze znam. To niech pan mnie już o nim nie naucza.

Nie wiem, co jest nie tak z tymi ludźmi. Przecież gdyby każdy Polak i Polka każda poszli do wyborów, ich wynik byłby niemal taki sam, jak przy 50 proc. frekwencji. Głosowanie możemy spokojnie uznać za gigantyczny sondaż dobrze oddający rozkład poglądów w całej populacji.

Te wszystkie brednie o obywatelskim obowiązku i myciu zębów

Dlaczego wiec piszę ten rytualny, przedwyborczy, profrekwencyjny tekst? Otóż z tego samego powodu, dla którego my wszyscy przypominamy swoim dzieciom, żeby myły zęby. Nie chcemy, żeby miały dziury, próchnicę, braki w uzębieniu.

miałyby sens tylko wtedy, gdybyśmy chcieli pobić frekwencyjny rekord Guinessa, medal dostać, rękę uścisnąć Wielkiego Elektora. Ale czy znowu jesteśmy tacy wylewni, żeby się ściskać z jakimś nieznajomym facetem (bo to musi być facet, zwłaszcza w polskiej wersji tej przypowieści)? No raczej nie.

Cóż, więc, jeśli nie chodzi o to, by poszli wszyscy, to znaczy, że gra się toczy o zmobilizowanie konkretnej grupy obywateli naszego pięknego kraju. To się fajnie udało cztery lata temu. Tyle, że wygenerowało jednocześnie sporą grupę nabitych w butelkę, tych nieogarniętych kolesi, co uwierzyli, że im Platforma marihuanę zalegalizuję. Albo tych podatnych na wzruszenia, Kazików różnych, co po Smoleńsku stwierdzili, że dali się oszukać, a tak naprawdę Lech Kaczyński i PiS wcale nie byli faszystami.

Po co o tym przynudzam? Ano po to, by dojść do oszałamiającego odkrywczością wniosku, że bezrefleksyjne głosowanie rodzi w chuj i trochę problemów. Dlatego nie chce ci się iść? To nie idź. W piździe masz to całe głosowanie? To miej. Nie masz na kogo głosować? To nie głosuj.

Ale zęby umyj, bo się może dziś spotkamy w knajpie.

sobota, 08 października 2011, czerwoneiczarne

Polecane wpisy

  • Reczital bezrobotnej Karoliny

     Gdybym był Karoliną po trzydziestce. Niewiele po - tak z rok, dwa. Gdybym był Karoliną niebrzydką, niby zwyczajną, ale przecież sympatyczną, wesołą i n

  • Die Gazeta

     Idzie tak: Na Ogrodach do mojego autobusu wsiadło czterech męż... nazwanie ich mężczyznami jest na wyrost, acz miano małp uwłacza z kolei biednym zwier

  • Sąd swoje, ludzie swoje

     Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Argentyńczycy pamiętają i oceniają rządy generała Videli. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podsta

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/10/09 06:52:24
Pasuje mi ten tekst. To chyba pierwszy raz w Twoim przypadku.
-
2011/10/09 11:59:23
Pewnego rodzaju smutne niedowierzanie przebija z Twojego komentarza :)

hkh

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner