czwartek, 12 stycznia 2012
Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Argentyńczycy pamiętają i oceniają rządy generała Videli. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podstawie wspomnień, doświadczeń własnych i najbliższej rodziny. Na podstawie poglądów i sympatii politycznych. Pomysł, by sąd sądził historię - tak samo jak sądzi np. kieszonkowców - jest mocno dyskusyjny. Widać to zresztą w sondażach. Mimo generalnie krytycznej opinii o rządach wojskowej junty ciągle wielu Argentyńczyków (choć z latami i wymieraniem świadków malejąca) uważa, że była mniejszym złem i uchroniła Argentynę przed komunistycznym zagrożeniem i chaosem. Żaden wyrok sądu tego nie zmieni...
środa, 09 listopada 2011
Wybaczcie, wzruszenie odebrało mi głos: Wojciech Pszoniak zaprasza na Kolorową Niepodległą from Krytyka Polityczna on Vimeo. Rozumiecie, w takiej Polsce każdy powinien się czuć dobrze. Chyba, że jest... Dadadadam (tu wchodzi balet, w tle leci Czajkowski, łabędzie, jezioro, waterboarding): ...jest muzułmaninem trzymanym bez sądu w jakiejś obsranej piwnicy gdzieś na Mazurach, w Polsce znaczy, oczywiście w całej Polsce, bo gdy pytają go skąd jest, aktor Pszoniak odpowiada, że z całej Polski, z kraju, w którym można spokojnie powiedzieć w telewizji:
I nikt ci nie powie: przeproś albo spierdalaj
środa, 26 października 2011
jest ta notka. To znaczy nie tylko przez nich. Bo może przez dziewczyny z ONR-u też. No i przez parę innych rzeczy. Fakt jest taki, że miałem nie pisać o tym, ze nie idę blokować Marszu Niepodległości. Bo w sumie co to kogo obchodzi, gdzie idę, a gdzie nie, co blokuję, a co przepuszczam. Ale najpierw podczas dyskusji w knajpie zebrałem ostry wpierdol za swoją kapitulancką i cyniczną postawę. Później - właściwie to konkretnie dziś - podczas oglądania meczu Legia - Widzew (tak, wśród moich licznych wad znajduje się również kibicowanie polskiemu piłkarstwu ze szczególnym uwzględnieniem Widzewa) zobaczyłem na "Żylecie" (to taka trybuna, gdzie zasiadają ludzie wieszający na płotach różne durne hasła typu "Dżihad Legia") transparent WSZYSCY IDZIEMY NA MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI. A jakiś kwadrans temu, podczas leniwego przeglądania statystyk bloga, zobaczyłem kilkanaście wejść z zamkniętego forum ONR-u. Dalibóg nie wiem, czego państwo tutaj szukają, ale dobra, skoro już się tak wszystko nawarstwiło, to kurwa niech będzie, napiszę, dlaczego nie idę blokować pieprzonego Marszu Niepodległości. Zupełnie nie wiem od czego zacząć, więc może zrobię to od dupy strony, to jest szansa, że chociaż przez chwilę będzie przyjemnie. Historia pierwsza. Nie, żebym był jakoś przesadnie stary. Ale dość dobrze pamiętam czasy z pierwszej połowy lat 90. W przestrzeni tak zwanego muzycznego andergrandu charakteryzowały się one tym, że co któryś punkowy koncert był odwiedzany przez delegację krótko obciętych chłopców w żargonie socjologów zajmujących się badaniem młodzieży zwanych skinami. Czego chcieli? No, "chcieli krwi, chcieli zadymy, chętnie bili dziewczyny", by zacytować dawno nieżyjącego krakowskiego piosenkarza. Więc skiny lały panków, panki starały się lać skinów, a wszystko kończyło się jakąś malowniczą gonitwą. Ok, przyznaję, było to w pewien sposób zabawne. Ale zawsze jednak wydawało mi się również dość głupawe i rytualne. Poza tym ja jestem dość cherlawy, a w glanach chujowo się biega. Historia druga. Przenieśmy się na początek XXI wieku. Jechałem sobie stopem z kimśtam gdzieśtam, nieważne z kim, nieważne gdzie, ważne, że przez Niemcy. Jest lato. Stoimy, machamy, machamy, stoimy. Zatrzymuje się Opel. Otwiera się okno. Wychyla się koleś i pyta: - Hippisi? - Nie, skąd, jak kurwa hippisi, mamy 2002 rok - odpowiadamy zgodnie z prawdą. - A to wsiadajcie - mówi człowiek. No to wsiadamy. Człowiek jechał z kolegą. Bez zbędnej zwłoki oznajmili nam, że są niemieckimi narodowcami i jadą na zjazd NPD. Super - myślimy. - Szkoda, że nie pedofile, bo byśmy się może z nimi zabrali do samej, proszę ja was, Tajlandii. Dobra, będę się skracał. No więc gadka szmatka, skąd jesteście, ano z Polski, a to świetnie, bo my tu mamy taką mapę i wiecie, to jest Szczecin, oddawajcie nam Szczecin skurwysyny. Jasne, jasne, my wam oddamy Szczecin, a kto nam odda Lwów, nie ma tak dobrze. Hahaha, hihihi, pełen ubaw, naziole uprzejmi, że hej, tak uprzejmi, że jak przegapili zjazd z autostrady, na którym nam zależało, to nadłożyli parędziesiąt kilometrów i zrobili kółko, by nas przy nim wysadzić. Owszem, kiedy się żegnaliśmy, wyglądali na dość zmieszanych swoją gościnnością. Historia trzecia. To było rok temu. Na smutną stację kolejową w Sochaczewie wpadli chłopcy z Antify, by ponapierdalać chłopców z ONR-u. Kolesie z dolnego pokładu nowoczesnego transatlantyka MS Kapitalizm szybko, sprawnie i z polotem doprowadzili się ramię w ramię na szpitalną izbę przyjęć. I właśnie dlatego nie będę blokował Marszu Niepodległości. Ale jak przyjdzie co do czego, to jestem oczywiście za tym, żeby mecz wygrała Antifa.
wtorek, 11 października 2011
Zajrzałem sobie w szczegółowe dane exit polla OBOP-u dla telewizji. I zrobiłem: Ło jeny! Otóż:
Oraz:
Co to oznacza? 1. Wyborcy Palikota raczej nie są naturalnym zapleczem jakiejś wyimaginowanej partii lewicowej. To przede wszystkim elektorat partii populistycznej. Źle to? Niekoniecznie, no bo: 2. Fajnie, że populizm w Polsce nie musi być koniecznie narodowo - konserwatywno - jakuboszelowo - neoliberalny. Otóż można pojechać po xiędzu, odwołując się do ludowego antyklerykalizmu i, digabum, to zadziała. Nie trzeba koniecznie pierdolić głupot o podatku liniowym, bo na kij on bezrobotnemu, robotnikowi, albo studentowi Wyższej Szkoły Czegoś Tam Czegoś. 3. Wygląda na to, że ruchawka wkurwionych młodych jest w Polsce możliwa. 4. Oraz potencjał Dżaroslawa na przyszłość jest żaden. To tyle za darmo i w kwadrans przyszło mi do głowy. A teraz idę spać, bo się strasznie dziś, panie, naharowałem. No ale, proszę, ile to pozytywnych wiadomości dostarczył nam Janusz swoim blitzkriegiem. Kto by się spodziewał, kto by się spodziewał. Dobranoc.
sobota, 08 października 2011
Żyję. Ma to swoje niezaprzeczalnie dobre strony. No. Ale ma też i złe. Bo muszę oglądać, czytać, słuchać, robić te wszystkie rzeczy budzące irytację. Dzisiaj na przykład gapi się na mnie z okładki "Gazety" Marek Kondrat. Źle wygląda. I z tym swoim złym, zmęczonym wyglądem mówi do mnie, żebym głosował. Bo jak nie, to będę miał kaca. Och, panie Marku, jest, kurwa, sobota. To oznacza, że dziś na kacu to ja się bardzo dobrze znam. To niech pan mnie już o nim nie naucza. Nie wiem, co jest nie tak z tymi ludźmi. Przecież gdyby każdy Polak i Polka każda poszli do wyborów, ich wynik byłby niemal taki sam, jak przy 50 proc. frekwencji. Głosowanie możemy spokojnie uznać za gigantyczny sondaż dobrze oddający rozkład poglądów w całej populacji. Te wszystkie brednie o obywatelskim obowiązku i myciu zębów
Cóż, więc, jeśli nie chodzi o to, by poszli wszyscy, to znaczy, że gra się toczy o zmobilizowanie konkretnej grupy obywateli naszego pięknego kraju. To się fajnie udało cztery lata temu. Tyle, że wygenerowało jednocześnie sporą grupę nabitych w butelkę, tych nieogarniętych kolesi, co uwierzyli, że im Platforma marihuanę zalegalizuję. Albo tych podatnych na wzruszenia, Kazików różnych, co po Smoleńsku stwierdzili, że dali się oszukać, a tak naprawdę Lech Kaczyński i PiS wcale nie byli faszystami. Po co o tym przynudzam? Ano po to, by dojść do oszałamiającego odkrywczością wniosku, że bezrefleksyjne głosowanie rodzi w chuj i trochę problemów. Dlatego nie chce ci się iść? To nie idź. W piździe masz to całe głosowanie? To miej. Nie masz na kogo głosować? To nie głosuj. Ale zęby umyj, bo się może dziś spotkamy w knajpie.
wtorek, 31 maja 2011
Biały, a nie czarny. On wie, kiedy używać telefonu, a Afrykańczyk nie. On jest taaaaki mądry, a czarnuchy taaaakie gupie są. Dobrze, że jest. Robotnik, przedsiębiorca, bohater. Polak. Władysław Frasyniuk. Rzekł:
Gdyby nie to, że sam jestem Europejczykiem, to bym powiedział: oto typowy europejski rasizm. Gdyby nie to, że Frasyniuk ćwiczył boks, to bym powiedział: o kurwa, patrzcie jaki tępy buc. Oraz czy ktos lepiej się od niego nadaje do wyjazdu z demokratyczną misją do Tunezji? No pewnie, że nie. Więc weź ciężarówkę Władek i jedź. Powiesz brudasom, kiedy używać telefonu w komórce. Na pewno przyjmą twe rady z wdzięcznością.
niedziela, 29 maja 2011
Uważajcie! Łapcie się poręczy, albo się jej puśćcie, weźcie głęboki oddech, albo go wstrzymajcie, bo przelecimy się prez chwilę wehikułem czasu. Fajnie? No, rety, jak fajnie, więc ziuuuuuuu:
Oraz:
Jak również:
No i przecież nie może też zabraknąć:
No. A teraz słyszę przy okazji wizyty Obamy, że nasi dzielni mężowie, idealiści, specjaliści od transformacji i promowania wolności na caaalutkim świecie mają doradzać Arabom, jak budować demokrację. I tylko ciekaw jestem, czy Wałęsa wybierze się w tym celu do Bahrajnu, gdzie walczący z reżimem demonstranci są właśnie rozjeżdżani przez saudyjskie czołgi. Dodajmy też dla porządku, że kolega Łukaszenka przy Mubaraku to jest naprawdę fajny, dobrotliwy koleś z wąsem, Ahmadineżad zaś przy Jego Ekscelencji Abdullahu to humanizm po prostu wcielony. I nawet nie chodzi mi o to, że hipokryzja i że o matko boska - to wiadomo, to nic nadzwyczajnego, to się nadaje jedynie do obszernego ziewnięcia. Zresztą przy brytyjczykach, którzy szkolili saudyjskie siły specjalne strzelające ochoczo do manifestantów, to my jesteśmy naprawdę milutcy. Zastanawia mnie co innego. Co trzeba mieć w głowie, jakie wzięte nie wiadomo skąd neokolonialne nawyki, by myśleć, że naprawdę możemy Arabom coś powiedzieć o demokracji. Albo żeby sądzić, że oni w ogóle chcą słuchać co mamy do powiedzenia. Że niby jak? Wpadniemy na kawkę do Kairu i rzucimy mimochodem: - Tia, obściskiwaliśmy się z waszymi oprawcami, bo rozumiecie, trzymali was dzikusy pod butem, żebyście za bardzo nie wierzgali i nie destabilizowali sytuacji. Sorry, trochę głupio wyszło. A teraz słuchajcie, zróbcie tak i tak, bo demokracja jest tym i tamtym? Hej, panowie premierowie, ministrowie, prezydenci byli, obecni i przyszli: Arabowie naprawdę mają mózgi, oni tylko tak śmiesznie wyglądają. Więc dajcie im święty spokój ze swoimi radami. Poradzą sobie sami, serio.
- napisał na swoim blogu Angry Arab. Nic dodać, nic ująć.
czwartek, 26 maja 2011
Tak. Chlip. To prawda. Buuuuu. Tajne macki islamistów na polskich uczelniach nie wahają się wyrzucać z pracy ludzi, którzy przejrzeli ich plany wprowadzenia w Europie Wielkiego Kalifatu. Ta sól soli, ziemia ziemi, grunt gruntu, ten kefir de la kefir nadwiślańskiej nauki jest sekowany, prześladowany, dzieli los pierwszych chrześcijan rzucanych na pożarcie lwom postępu. Taka krzywda na UAM spotkała czcigodnego doktora wszechnauk Bartłomieja Grysę. Na szczęście mamy jeszcze tu, na tej ziemi, wolne media biorące w obronę. Jak kamienie rzucane na szaniec. Na przykład portal Fronda. On to dał okazję rozedrzeć doktorowi Bartłomiejowi koszulinę kusą i zakrzyknąć gromko w proteście. Otóż co mu zrobiono? Wyrzucono go, bo
Jak? Ano tak - oddajmy głos doktorowi Bartłomiejowi:
Uhuuuu, ziuuuuu, baanngg! Czujecie ten powiew intelektuanej świeżości? Nie dziwi on nas wcale. Tym bardziej nie dziwi nas, że nasz bohater na spotkaniu z władzami uczelni
Widzicie? Sam Salman Rushdie podziela jego opinię! Oczywiście to w pełni zrozumiałe - wyczuwając skromność czcigodnego doktora - że nie dodał, kiedy miał okazję podzielić się z wybitnym pisarzem swoją opinią, którą tamten ochoczo podzielił. Domyślając się zwyczajów grona wybitnych światowych intelektualistów, do spotkania na szczycie doszło zapewne w jakiejś miłej paryskiej knajpce. Pisał chyba nawet o tym Le Monde, ale, wybaczcie, nie potrafię znaleźć teraz odpowiedniego linka. Zresztą. Czy ktoś może nie podzielić tak przenikliwego odkrycia jak to, że Mahomet był pedofilem i mordercą? Nie tak dawno przecież nagrodą Nobla z astrofizyki został uhonorowany kubański prof. Jesus Maria Olaboga, który ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że niejaki Jahwe był ludobójcą (nalot dywanowy za pomoca siarki na Sodomę), a jego syn, Jezus, bimbrownikiem rozpijającym nieletnich (nieznany wczesniej incydent w Kanie Galilejskiej). Należy więc przypuszczać, że analogiczne odkrycie Grysy dotyczące islamu również będzie faworytem do Nobla. Nie wiadomo tylko jeszcze w jakiej dziedzinie. Rozważa się podobno również przyznanie mu na olimpiadzie w Londynie honorowego złotego medalu w skoku o tyczce. W pełni zrozumiałe jest więc rozgoryczenie Grysy, jego nieutulony żal, że mimo światowej sławy i przyjaźni z Rushdiem islamistyczne lobby sekuje go w jego własnym kraju (choć przecież wiadomo z drugiej strony, że najtrudniej tu zostać prorokiem):
Ano nie ma. Hańba. Czemu tak się dzieje? Tu Grysa zawiesza głos. Ale z pomocą przychodzi mu dziennikarka obywatelska z Frondy:
Nie ma już Polaków w Polsce! Patrioto! Ty, który to czytasz. Strzelaj! Lub emigruj.
poniedziałek, 16 maja 2011
Mamy cię stary, zły dziadzie, oglądałeś pornografię! - zakrzyknęły media światowe, nie ukrywając złośliwego hihihi chichrania. No bo według anonimowego, ale dobrze poinformowanego, źródła w rządzie Stanów Zjednoczonych na dysku Osamy Bin Ladena znaleziono pokaźną kolekcje filmów porno. Zresztą na pewno o tym słyszeliście. Przyjmując, że nie jest to służący bógwiczemu wywiadowczy fake, nie ma się w sumie czym ekscytować. Bo że religijni fundamentaliści mają na drugie Hipokryzja to jest news, przyznacie, mocno nieświeży. No ale. Pojawiły się jak zwykle na horyzoncie narracyjne rachunki krzywd, które trzeba wyrównać. No to ciach.
- donosi New York Post. Tak, moi drodzy, mainstreamowe zachodnie media mają tę dziwną przypadłość, że nabijają się głównie z wizji muzułmańskiego raju. Ten chrześcijański zaś uważają za jak najbardziej poważny, a życie w nim za realne i godne rozważenia. Wyobrażacie sobie informację o gwałtach tego czy innego biskupa na dzieciach opatrzoną komentarzem:
Ja sobie nie wyobrażam. Najwidoczniej Cywilizacja Śmierci nie zaszła jeszcze tak daleko, jak obawialiby się tego jej nadwiślańscy pogromcy. W ogóle z tymi dziewicami to jest ciekawa sprawa. Otóz muzułmanin nie może być po prostu zły. Nie może być wkurwiony. Nie może popełniać strasznych zbrodni z powodów politycznych. Od Palestyńczyków do Bin Ladena: wszyscy oni zachowują się tak, jak się zachowują, bo chca się popieprzyć z niebiańskim dziewicami. Jasne. Ale żeby nie było. Paradoksalnie ten rwetes wokół porno u Osamy ma też drugą stronę. Medalu, rzecz jasna. Taką mianowicie, że islam wciąż jest traktowany w zachodnich mediach jako religia czysta oraz ideowa, a jego wyznawcy i prominetni przywódcy (zostawmy przez chwilę na boku kwestię, na ile Bin Laden był prominetnym przywódcą świata islamu) to rycerze niezłomni i z żelaza stworzeni. No bo co to byłby za news, że u jakiegoś, powiedzmy, amerykańskiego kardynała znaleziono dziecięce porno? No, mówiąc szczerze, taki se - wiadomo, kardynałowie tak mają. Natomiast u Bin Ladena nagie laski? Rety! Jeny!! O matko!!! To pokazuje jak bardzo zachód boi się islamu. Jak go sobie stereotypizuje, idealizuje i uwzniośla, by jeszcze bardziej się go bać. Jak bardzo potrzebuje niezłomnego wroga. Wychodzi na to, że przydałby się nam spektakularny wysyp islamskiej hipokryzji. To by było dopiero uniewaznienie wojny cywilizacji, że hej. W końcu staliby się tacy sami jak my.
wtorek, 03 maja 2011
No, to szło jakoś tak, że kiedy chłopcy z Mossadu pojmali kolegę Eichmanna, ówczesny pracodawca Marka Hłaski w Hajfie w szalonym pędzie biegł przez pole wrzeszcząc radośnie: - Złapali mu! Złapali mu! - Nie mu, tylko go - odrzekł na to prostolinijnie Hłasko. Przypomniała mi się ta anegdota z "Pięknych dwudziestoletnich", gdy obserwowałem zbiorowe orgazmy nad odstrzeleniem Osamy Bin Ladena. Bo ten celny strzał rzecz jasna nic nie zmienia. To tylko dopełnienie amerykańskiej zemsty. Najpierw było "zniszczenie sił powietrznych Afganistanu" dziewięc lat temu (serio, takiej frazy używali wtedy kolesie z Foxa), teraz jest kula w szalonej głowie pewnego ponurego brodacza. No i luz. Niech ta kula sobie w tej głowie będzie. Natomiast bardzo mnie śmieszy, gdy słyszę w radio (Zdort Dominik to chyba mówił, acz pewny nie jestem), że to wielki sukces i ogólnie dowód na słuszność "Wojny z terrorem" wymyślonej przez ekipę Busha. Ta, jasne. Tak się akurat znakomicie składa, że moja przyjaciółka wróciła niedawno z Palestyny. Kiedy tam wyjeżdżała poglądy na konfikt izraelsko - palestyński miała całkiem umiarkowane (to znaczy wiadomo: Izraelczycy chuje, ale znów bez przesady) - po powrocie zaś zjadłem obiad z radykałką, która gdyby tylko była bardziej walnięta, to by się pewnie przepasała pasem szachidki i wyjebała w proteście w powietrze razem z najbliższą placówką dyplomatyczną Izraela w Polsce. Ale nie to jest najważniejsze, co sobie myśli, albo nie myśli jakaś polska arabistka. Bardziej symptomatyczne jest to, że wedle jej opowieści wszyscy, z którymi rozmawiała w Palestynie mają jeszcze bardziej radykalne poglądy. To znaczy? Ano, to znaczy, że jakiekolwiek rozwiązanie pokojowe zakładające dwa państwa ulica palestyńska z dużym prawdopodobieństwem odrzuci. Jedno państwo, bezwarunkowy powrót uchodźców, albo zdrada i wypierdalać. To tyle, jeśli chodzi o skuteczność wojny Busha z terrorem i kompulsywne popieranie polityki Izraela przez rząd USA. Ach, no i z innej beczki. Widzieliście na pewno w tv te obrazki z Nowego Jorku i Waszyngtonu: tę wiwatującą amerykańską młodzież, celebrującą w ten sposób śmierć Osamy. Nie skojarzyło wam się to z tymi fałszywymi migawkami sprzed 10 lat, które zachodnie stacje puszczały pod tytułem, że oto palestyńczycy wiwatują z powodu udanego ataku na WTC? Sceny zadowolenia z mordu, choć sfingowane, do tej pory są używane przez niektórych lokalnych i globalnych neokońskich oszołomów do udowadniania tezy o tym, jakie z tych muzułmanów dzikusy. //no, tu trochę poleciałem, do końca sfingowane nie były, natomiast ociupinkę jednak jakby i owszem// Za to mili mlodzi ludzie z zachodu naprawdę celebrują zamordowanie Bin Ladena i nikt się temu specjalnie nie dziwi. No bo co, normalka, wygraliśmy mecz, to trzeba się cieszyć, Ju Es Ej, Ju Es, Ej. Smutno mi, Boże. Ale oto z odsieczą przychodzą mi Ludzie Na Orbicie. Co prawda LNO mają problem z ustaleniem spójnego stanowiska, ale i tak są zabawni. Tomasz Terlikowski twierdzi bowiem, że chuj z Osamą, gdyż ponieważ i tak będziemy mieć tu zara kalifat. Czemu? Ano bo się muzułmanie dużo i dobrze ruchają nie używając przy tym prezerwatyw. Niby wiadomka. Ale z kolei Bernard Lewis uważa, że rewolucje w krajach arabskich się posypią zaraz, rozpadną, zmienią w pył. Czemu, ach czemu? Ano temu, że nie stoi za nimi żadna polityczna agenda. Według Lewisa ruchawki, dajmy na to w Egipcie, zaczęły się głównie dlatego, że młodzi Arabowie nie mogą się ruchać i bardzo im tego brakuje. I z tego oto powodu, generalnie rzecz biorąc, chodzą ostro wkurwieni. I komu tu wierzyć, drogie Bravo? |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blog click:
Polityczny Kompas
Site click:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||