środa, 01 grudnia 2010

Wzruszyła mnie ta historia. Dzięki niej dowiedziałem się, że istnieje kawałek blachy ze wstążką zwany Gwiazdą Afganistanu (swoją drogą to świetna nazwa na jakiś fajny proch po 8 zeta za pigułę). A gdy się dowiedziałem, to łza zakręciła mi się w oku. Bo jakie to piękne. Oto państwo polskie nagradza dzielnych budowniczych nowej, demokratycznej, afgańskiej państwowości. Wyróżnia tych ludzi, co za czapkę gruszek tam stabilizują sytuację, drogi budują, cywilizują, dziewczyny chronią, co to burek nosić nie chcą, szkoły murują, szyją ubrania... Ups, zaraz, zaraz...

To jest jeden wielki nietakt (sprzedawanie medalu - przyp. r&b), bo to medal za służbę w strefie działań wojennych

- mówi major Mirosław Ochyra z Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych. O kurwa! To my walczymy na jakiejś wojnie? W Afganistanie? Wiedzieliście coś o tym? Rety, rety. Ale z kim wojna? Z Afganistanem właśnie? Orientujecie się? I dlaczego wypowiedzieliśmy im wojnę? Napadli na nas? Nic nie rozumiem.

To znaczy coś tam słyszałem, ale myślałem, że to jest misja pokojowa! Że grają tam se w siatę nasi chłopcy z sojusznikami w niesieniu pokoju, że przekazujemy Afgańczykom dary i że za to właśnie piotrkowskie przedszkolaki ślą świąteczne kartki naszym dzielnym kawalerzystom. A tu masz, okazuje się, że wcale, że nie. Okazuje się, że my się tam z nimi po prostu napierdalamy. My zdies' okupanty.

A to jeśli tak, to ja jestem pełen podziwu dla tego żołnierza, co spylił medal. Bo jest konsekwentny. No bo jak się już na ochotnika za pieniądze jedzie strzelać do afgańskich wieśniaków (zwanych też STRASZNYMI TERRORYSTAMI ZAGRAŻAJĄCYMI CYWILIZACJI ZACHODNIEJ), to po cholerę zgrywać potem świętoszka, co to za wolność waszą i naszą dzielnie bił się z Niemcem pod Cedynią. Jak już "from Ghazni there came a collar of fur" dla żony, to za te 700 stów z medalu mozna jeszcze dzieciakowi xboxa kupić. I przy okazji pozbyć się pamiątki, że kiedyś było się chujem. I dobrze.

piątek, 26 listopada 2010

Odwiedził mnie mój bliski przyjaciel, Irakijczyk. Przyleciał z Londynu. Na lotnisku Heathrow zapytali go, czy jest szyitą, czy sunnitą. Odpowiedział, że jest ateistą. Więc spytali go, kim w takim są jego rodzice. Odpowiedział, że szyitami. Na to zapytano go, czy pochodzi z Sadr City. Następnie na JFK w Nowym Jorku zadano mu dokładnie takie same pytania.

Stąd

środa, 17 listopada 2010

A to było tak. We wtorek w Poranku Radia Tok FM publicyści toczyli jak zwykle swoje najnudniejsze z nudnych dyskusji o tym, czy to dobrze, że Fotygę obmywa oceaniczna bryza i czy chwalebne jest, by chłopcy z Antify napierdalali się z chłopcami z ONR-u z bliżej nieznanych powodów. Przysypiamy. Aż tu raptem BUM! Ślepym trafem zrzędzenie o faszystach w Auschwitz i byłych KOR-owcach w Waszyngtonie ześlizgnęło im się na Baader-Meinhof i zrobiło się ciekawie. Coś tam jeszcze mówili o Kurkiewiczu, ale, że  jak już mówiłem przysypiałem, to nie wiem, o co biega. W każdym razie. Terror.

Jeden z dyskutantów - czcigodny Piotr Semka - zaczął nagle krzyczeć, że jak tak można te bomby i że sprawa życia i śmierci i że skandal i że o proszę bardzo, wyszło szydło z Gduli - bo w studiu obecny był również Maciej Gdula - że nie potępia i złej Ulrike od kurew i morderczyń nie wyzywa. Tak było. Takie święte oburzenie redaktora Semki materializowało mi się gdzies między głośnikiem a pościelą. Zaś w tym samym czasie mój kot masakrował pałeczkę higieniczną wykradziona podstępem z pudełka w łazience. Ale to akurat nieważne.

Ważne jest co innego. Ważne jest, że objawiła mi się wówczas z mocą eureki fundamentalna różnica między lewicą a prawicą. A przedstawię ją wam moi drodzy za pomocą zderzenia dwóch wymienionych już wyżej postaci w skonstruowanym naprędce ZDERZACZU IDEI I POSTAW. Mianowicie panią Meinhof zderzę z panem Semką.

No więc jak pani Meinhof (tu jako czołowa playmakerka klubu F.C. Lewica) stwierdziła, że już ma po dziurki w nosie zmieniania świata za pomocą pisma dla mieszczańskiej lewicy za pieniądze Stasi, to wyciągnęła z tej konstatacji konsekwencje i wzięła za nie odpowiedzialność. Jak doszła do wniosku, że "opór ma miejsce wówczas, gdy to, co mi się nie podoba znika" to wzięła się za urzeczywistnianie znikania. Za pomocą bomb. Nie udało jej się. I umarła za to w więzieniu. Samotna, obolała i w chujowym nastroju. dotcom.

Za to jak pan Semka (czołowy libero klubu F.C. Polnische Neocon) stwierdza, że źli są muzułmańscy terroryści, albo arabscy wąsaci dyktatorzy to raźno wzywa różnych pierdolniętych prezydentów państw innych i tchórzliwych prezydentów państwa naszego, by czym prędzej ruszyli bomby zrzucać za pomocą samolotów, co to, ho, ho, wysoko nam nad głową latają (a jeden taki nawet z kwadrans temu śmignął mi nad sufietm z dudniąca prędkością ponaddźwiękową). I jak pan Semka doszedł do wniosku, że trzeba kogoś zabić, to w ogole się nie czuje za to odpowiedzialny. Jak słyszy o rozpiżdżonych w drobny mak cywilach, to szybko doczepia im wąsy dyktatora, żeby się nie wydało, że kobiety to kobiety, a dzieci to dzieci. I dumny jest z polskiego wojska, nawet jak wojsko robi aborcję moździeżem dziewczynie w ósmym miesiącu ciąży. No bo, sorry, ups, pomyłka. Pan Semka jest współodpowiedzialny za paredziesiąt tysięcy niewinnych trupów, ale ma to w dupie. Uważa, ze sumienie ma czyste. I może wszystkich wkoło pouczać o "sprawach życia lub śmierci".

I dlatego ja wybieram Ulrike. A jak państwo?

wtorek, 19 października 2010

Wszystko, wszystko, wszystko nie tak! Obłąkany dziadek powinien przecież wpaść do biura PO i z portretem Kaczyńskiego w ręku strzelać do Platformy. Dlaczego, ach dlaczego stało się odwrotnie?! Mamaaaaa....!!!!! Zabrali mi zabawki! - krzyczy Waldemar Kuczyński. Serio:

To, co się stało w Łodzi, ma bez wątpienia związek z polityczną atmosferą, jaka istnieje u nas od kilku lat. Tyle że ta atmosfera - dzisiaj nakręcająca się już z obu stron - jest dziełem braci Kaczyńskich i partii pod ich kierownictwem.

Rety! Dzisiejsza historia może mieć bardzo daleko idące skutki dla polskiej polityki, pewnie sobie nawet nie zdajemy sprawy jak wielkie. I trzeba kurwa milczeć, albo martwić się o losy kraju, bla bla bla i pozwolić Jarosławowi spieprzyć także ten cudowny PR-owy prezent. A nie publikować tekst Kuczyńskiego, który jest widowiskowym podaniem w uliczkę dla Kaczyńskiego i przybliża go o te parę milimetrów do bohaterskiego odzyskania władzy. Brrrr.

 

21:16, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (5) »
niedziela, 17 października 2010

Janusz Korwin Mikke Adam Michnik:

Mam więcej zaufania do tego konkretnego rynku niż do tego konkretnego państwa rozumianego jako administracja, biurokracja, klasa polityczna

22:48, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 października 2010

Straszna jest ciekawość świata, straszna jest chęć natychmiastowego dowiedzenia się, czy nie zawalił nam się on właśnie na łeb. Bo wraca człowiek sobie spokojnie lekko wcięty z klubu, zagląda do netu i widzi rzeczy straszne.

Widzi na Facebooku wybitnych poetów, inteligentne kulturoznawczynie, miłych socjologów i generalnie ludzi, których uważał w gruncie rzeczy za całkiem przytomnych, którzy w szale klikania, klikaja "lajki" dla ruchu kolegi Palikota. I dziwi się, jak to sie stało, ze poznał i polubił tylu ludzi, którzy maja w sobie potrzebę popierania fuhrera.

Bo przecież cała ta dziwaczna i niesmaczna hucpa w sali kongresowej (czy głównym diskdżokejem nie był tam aby kolo, co kiedyś prowadził zawody strongmenów w tefałenie?) to dokładne powtórzenie PiS-owskiej narracji. Tylko gorzej i cztery razy bardziej.

Oto mamy wodza, który "wreszcie zrywa z polityczna poprawnością", mówi "jak jest naprawdę", "nie boi się mówić prawdy", pokazuje "tym wszystkim darmozjadom politykom gdzie ich miejsce" i tak dalej i tym podobne. Mamy oto anty establishmentowy ruch (co samo w sobie jest ok, tak samo miłe i zabawne w PiSie - jedyne miłe i zabawne w tej partii - było obserwowanie, jak dyżurni meteorolodzy kraju zgrzytaja zębami, że ludzie popierają jakąś inna narrację od tej, którą dyżurni wymyślili) oparty na potrzebie przywódcy - który już zdążył być skrajnym konserwatystą, wojującym neoliberałem od TOTALNEJ DEREGULACJI WSZYSTKIEGO, a teraz jest antyklerykalnym lewakiem - by otoczenie stale robiło mu najefektowniejsza laskę świata.

Dlatego dziwię się na przykład wielu ludziom ze środowiska LGBT, że popierają ruch Palikota. Czy wy - panie i panowie - nie widzicie, że to jest oparte tylko na emocji i resentymencie? Że ludzie popierający Palikota to w dużej części bardzo nieprzyjemne postaci - zajrzyjcie na jego stronę internetową - którzy na razie klaszczą, jak wódz mówi o związkach partnerskich, ale jak przyjdzie co do czego to z chęcia w ramach "walki z poprawnością polityczną" na latarniach zamiast księży będa wieszać "pedałów". Bo łatwiej. I opłacalniej.

Bo dorobiliśmy się właśnie kolejnego po partii Kaczyńskich ruchu Wkurwionych Drobnych Dorobkiewiczów. Bez idei, bez pomysłu - za to z rechotem, bezczelnością i skarpetami noszonymi latem do sandałów. Na szczęście progu wyborczego pewnie nie przekroczą (bo establishment weźmie ich tak samo na celownik jak wcześniej wziął PiS - proponuję posłuchac piatkowego poranka w Tok Fm, to bardzo dobry zwiastun tego thrillera), ale łatwośc z jaką taka autorytarną narracją można sobie zjednac zwolenników jest jednak przerażająca.

Czytelników mojego niszowego blogaska przepraszam za chaos myślowy - to pierwsza i ostatnia notka pisana na bani, ale tak się zirytowałem, ze nie mogłem się powstrzymac.

04:42, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 20 września 2010

Krystyna Kofta:

To nie jest tak jak sobie mały Henio wyobraża tortury, że się miażdzy jądra. Teraz są inne metody tortur. Jak tyka bomba, która może zabć 30 osób, a możemy dowiedzieć się od terrorysty kiedy wybuchnie, to wolno go torturować.

Xiądz Sowa:

Faryzeim tzw. obrońców praw człowieka, którzy chcieliby do terrorysty podejść z gałązką oliwną odganiając mu muchy z nosa, by mu nie przeszkadzały, jest już anegdotyczny.

Wojciech Pszoniak:

No ale przecież demokracja ma swoje granice. Niewinnego człowieka nie można torturować, no ale winnego złoczyńce...

No, elita, kurwa ich mać. Wypowiedzi padły w programie Mellera w TVN 24 - nie chce mi się sprawdzać jak się nazywa.

sobota, 04 września 2010

Dziś się trochę pocieszymy. Ale za chwilę znów zmartwimy. Życie. Z zadowoleniem niebezpiecznie podpadającym pod schadenfreude skonstatujemy bowiem, że Amerykanie w Ameryce Północnej tak jak i my ciężko pracują, by ich debatę publiczną rozpatrywać mozna było jedynie w kategoriach ultra bigoteryjnego prawicowego debilizmu albo ultra bigoteryjnego prawicowego zła. Ze smutkiem jednak stwierdzimy, że ich przygłupi bigoci - w odróżnieniu od naszych - rozsiewają swoje przemyślenia i fobie po świecie całym. No i zazdrością przyjdzie nam przyznać, że oni mają chociaż Jona Stewarta. My nie. Czyli w sumie tak źle i tak niedobrze.

O co chodzi? Już, już mówię. Nie wiem, czy słyszeliście, że ci straszni muzułmańscy mordercy chcą postawić ogromny, pincetmetrowy meczet w samym centrum nowojorskiej Strefy Zero, miejscu kaźni zachodniej cywilizacji zabitej przez islam. Skandal! Granda! To tak jakby Hitlerowi postawić pomnik w Auschwitz! Po naszym trupie!

Że co? Że to nie będzie w sumie żaden meczet, tylko centrum kulturalne, w którym oprócz biblioteki, siłowni, basenu, knajpki będzie równeiz miejsce do modlitwy? Że owo centrum wcale nie będzie w Sterfie Zero, ani nawet tuż przy niej, tylko dwie przecznice dalej? Że w atakach na WTC zginęli również muzułmanie? Że w okolicy istnieje już jedno takie centrum i nic nie słychać o tym, żeby ktoś wyszedł stamtąd i wysadził świat w powietrze? To nic, nas, faszyzujących islamofobów nic nie przekona, ze czarne (tfu) jest czarne (tfu), a białe (Ku Ku Ku Klux Klan) jest białe (Ku Ku Ku Klux Klan).

No dobrze moi mili, koniec żartów. Histeria rozpętała się taka, że mega rasistowskie teksty bez mrugnięcia okiem przytacza nawet New York Times, o FOX NEWS już nie wspominając. I smuci mnie to ogromnie, bo Amerykanie mają chociaż jak zwykle genialnego Jona Stewarta...

The Daily Show With Jon Stewart Mon - Thurs 11p / 10c
The Parent Company Trap
www.thedailyshow.com
Daily Show Full Episodes Political Humor Tea Party

...a co my zrobimy, kiedy ta fala islamofobii dojdzie do Polski? Jak już bez niej inteligentni skądinąd ludzie bredzą o tryliardzie meczetów w Europie (nie wspominając, że większość z nich to właśnie małe centra kulturalne mieszczące się w mieszkaniach, a nie wielkie budowle z minaretami), nie zaprzątają sobie głowy badaniami socjologicznymi weryfikującemi ich deczko rasistowskie tezy, a za idoli biora sobie ludzi pokroju Bernarda Lewisa, czyli kolesia, przy którym Huntington ze swoim zderzeniem cywilizacji wygląda jak jakiś aktywista z Flotylli Wolności (nota bene Wall Street Journal ostatnio znów postanowił zapytać o coś Lewisa. Kolega Bernard znów stracił okazję, by siedzieć cicho i pobredza w swoim stylu idiotycznie używając św. Wielkiego Kwantyfikatora). No więc co zrobimy?

Nie wiem. Ale byłoby miło gdyby na przykład Krytyka Polityczna wydała coś w rodzaju dzieł wybranych Edwarda Saida, który jest absolutnie kluczowy, jeśli chcemy rozmawiać o islamie, swiecie arabskim i zachodnim i tak dalej, a w Polsce niemal nieznany. To tak na dobry początek.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

aż miło patrzeć, jak dziwaczni wąsacze wykrzykujący coś z jakichś kuriozalnych trybun (henrykę krzywonos biorę w nawias, bo nie z własnej winy zamiast na wspominowkowy podwieczorek o tym, jak "żeśmy knuli przeciwko komuniście" trafiła na typowo polską krwawą polityczną jatkę o nic) pakują wreszcie na dobre do grobu coś, co w kraju naszym zwykło się idiotycznie nazywać ideałami sierpnia. bo nie wiem jak wy, ale ja generalnie pierdolę te ideały.

bo to są takie w gruncie rzeczy wykwity symbolicznej masturbacji, które już na pierwszym zjeździe "solidarności" kazały się chłopcom obtłukiwać w specyficznie nadwiśańskim danse macabre przypominającym pogo. już wtedy "prawdziwi polacy" przymierzali się do mierzenia nosów "lewicy laickiej". a ta z kolei w słusznie i chwalebnie i dobrze pojętym pragmatyzmie (że lewica, kościół, dialog i dekalog) chciała udowodnić, że laicka to jest generalnie na niby, że ubóstwia się obściskiwać z prałatami, a prawiący banały wojtyła jest dla niej wielkim mędrcem, ziemię tę całującym namiętniej niż gudrun ensslin andreasa baadera.

no i "prawdziwym polakom" zostało tak do dziś. lewicy laickiej też. z tym, że ta druga - znów w słusznie, chwalebnie i dobrze pojętym pragmatyzmie - zaczęła po 89 roku wszystkich przekonywac, że nie dość, że nie jest laicka, to w ogóle tak naprawdę nie jest lewicą. no, i  własnie na tym polegają ideały sierpnia.

znaczy nie zrozumcie mnie źle - nie mówię, że "solidarność" była be. mówię tylko, iż jedynym z niej realnym - i cholernie ważnym, przyznaję - pożytkiem był fakt, że w chwili, kiedy wszystko jaruzelskiemu zaczęło się sypać na łeb, istniała już nieźle zorganizowana kontrelita polityczna z realnym i sporym poparciem społecznym. zaoszczędziło nam to pewnie rewolucji wrzodaków i rymkiewiczów. zawsze coś.

ale zostawmy już sierpnie razem z ich papieżami, trupami, mszami za ojczyznę, michnikami z wąsami, styropianami z krzyżami, kaczmarskimi z murami i glempami z uszami. jeśli jakieś dziedzictwo będzie miało wpływ na powstanie fajnej polskiej socjaldemokracji, jeśli coś ma nam tu pomóc zrozumieć cokolwiek, to będą to raczej zdobycze zachodnioeuropejskiej lewicy, a nie borusewicz śpiewający boże coś polskę w świętej brygidzie. chuj z sierpniem. niech żyje lewicowa imitacja. wiwat olof palme. amen

19:45, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 sierpnia 2010

Można było na pałach wywalić tych biednych bazarowych kolesi z baraku w centrum Warszawy. Nie można przenieść dwóch zbitych na krzyż desek do oddalonego o kilkaset metrów miejsca w centrum Warszawy. Dzień dobry, tu mówi konserwatywno liberalna Polska.

Też bym najchętniej zapomniał.


PS Sto procent racji pani redaktor

19:12, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18

hkh

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner