cymbergaj

wtorek, 30 kwietnia 2013



Gdybym był Karoliną po trzydziestce. Niewiele po - tak z rok, dwa. Gdybym był Karoliną niebrzydką, niby zwyczajną, ale przecież sympatyczną, wesołą i naprawdę całkiem do rzeczy. Taką, która jeszcze ma swoje marzenia. No, fantazjuje sobie czasem - kto tego nie robi. Gdybym był Karoliną, to na jakieś fajne wakacje bym chciał pojechać. Pochodzić sobie po plaży. Poodbijać wielką, dmuchaną piłkę jak w reklamach lodów albo telefonów komórkowych.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, niebrzydką, fajną i od pół roku bezrobotną, wysłałbym też list do gazety. Nie, nie czytałbym gazet. Ale moja ciotka czytałaby je namiętnie. Dziwna jest ta ciotka - mówiłaby rodzina. Kupuje codziennie i czyta. "Że też jej renty na te bzdury nie szkoda" - sarkałaby moja matka, ale ja wiedziałbym swoje. Jak lubi, to niech czyta, co nie? I ciotka by mi powiedziała, że w gazecie jest taka akcja, że pomagają młodym bezrobotnym, mówią im, co jest z nimi nie tak. Bo przecież coś nie tak musi być z nami na mur, beton. Wytykają błędy, ale też radzą. Radzą, co robić, by było lepiej.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, usiadłbym przed spłaconym dopiero w połowie laptopem. I zacząłbym pisać. I drżały by mi trochę ręce. Bo to jednak do gazety ma iść. A co oni tam z tym zrobią? Nie wiadomo. Może będą się podśmiewać, że, o, durna krawcowa pisze, lat tyle to a tyle, a w zawodzie w ogóle nie pracowała. A pracy wystrzałowej jej się zachciewa. I to pewnie za 2500 brutto co najmniej. Albo będą się krzywić, że maturę co prawda ma, ale z liceum dla dorosłych, to pewnie w młodości czasu na naukę nie miała, szlajała się z chłopakami, a teraz to, o proszę, spryciula, pracę by od razu chciała mieć. I że wydziwiać będą, że tylko Worda i Excela taka zna, a Worda i Excela to przecież każdy głupi. No i - to najgorsze - jak przeczytają, że się modą interesuje Karolina po trzydziestce, niebrzydka, fajna, to już w ogóle ze śmiechu pękną, że dziewucha już kompletnie kontakt z rzeczywistością straciła.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, zastanawiałbym się chwilę, czy o kursie stenotypii napisać przerwanym z braku kasy, bo chwalić się biedą to nie uchodzi - od razu wszyscy takie dziwne miny robią. Ale w końcu napisałbym - jak wszystko to wszystko, co to w końcu za rada będzie, jak doradca całości postaci Karoliny nie obejmie wzrokiem.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, czekałbym na odpowiedź. I gazetę zacząłbym kupować, bo może w końcu coś o Karolinie w tej gazecie ktoś mądry napisze. Pochyli się w Warszawie nad Karoliny losem i doradzi, co może Karolina zmienić, by dostać pracę i na wymarzone wakacje uciułać. I pewnego dnia przeczytałbym:

Karolina jest po trzydziestce. Mieszka w kilkunastotysięcznym mieście w Wielkopolsce. Z zawodu jest krawcową ze specjalizacją w szyciu męskich ubrań, ale poza dwoma miesiącami stażu nigdy nie pracowała w zawodzie. Zdała maturę w liceum dla dorosłych. W ubiegłym roku rozpoczęła naukę stenotypii, ale przerwała ją z powodu braku funduszy. Pracowała po kilka tygodni jako księgarz i telemarketer. Obsługuje podstawowe programy typu Word i Excel oraz urządzenia biurowe. Podkreśla swój dobry kontakt z klientem. Interesuje się modą (chciała zostać projektantką) oraz literaturą (pisze wiersze, artykuły do lokalnych gazet). Bezrobotna od pięciu miesięcy. Jest gotowa do przeprowadzki.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, z trudem łapałbym oddech. Bo to przecież o mnie. To ja, cała ja, niemożliwe, żeby ktoś drugi taki był na świecie. A więc będzie porada i jakaś nadzieja, najmniejsza choćby, na przyszłość. Wytarłbym ręce dyskretnie w sukienkę, którą kiedyś w przypływie szaleństwa i dobrego humoru kupiłem w tym dużym browarze w Poznaniu i czytałby dalej, bo dalej coś na pewno będzie i do tego bezpośrednio do Karoliny to dalej będzie skierowane. I zobaczyłbym, że doradzać mi będzie Joanna Nadzieja, doradca zawodowy II stopnia i może nawet bym się rozpłakał, że Nadzieja, że to piękne i że przypadku nie może być w tym ni krztyny:

Można wywnioskować, że pani Karolina dążyła do zdobycia specjalistycznych kwalifikacji zawodowych. Warto iść tą drogą. Napisała "chciałam kiedyś zostać projektantką, bardzo lubię tą branżę". Zaproponowałabym pani kurs projektowania mody dający możliwość realizacji własnych autorskich projektów. Jeśli pani Karolina chce się kształcić, może warto wybrać np. Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu (Katedra ubioru - Pracownia projektowania ubioru). Może poszerzyć wiedzę specjalistyczną z zakresu projektowania dekoracji kostiumów do spektakli i recitali. Pasję pisania może wykorzystać na tworzenie własnych periodyków o modzie i najnowszych trendach światowych, albo poradniki, jak gustownie przygotować i wyposażyć własną szafę.

Gdybym był Karoliną po trzydziestce, niebrzydką i fajną, przeczytałbym powyższy tekst cztery razy. A później położyłbym dłonie na stole i długo na nie patrzył. Ruszałbym palcami, pobawił się pierścionkiem, a mój wzrok byłby coraz bardziej pusty. Wstałbym i popatrzył w lustro. Chyba też pogłaskałbym psa. A później poszedłbym się powiesić.



02:52, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 czerwca 2012

klemperer

Idzie tak:

Na Ogrodach do mojego autobusu wsiadło czterech męż... nazwanie ich mężczyznami jest na wyrost, acz miano małp uwłacza z kolei biednym zwierzakom.

W życiu widziałem wiele poziomów "wiochy" i dna społecznego, od patologii dawnego stadionu Lecha po zaułki nowojorskiego Harlemu, ale widok tych szympansów zwisających z poręczy w autobusie był dla mnie nowym doświadczeniem.

Zobaczyłem bowiem w ciągu paru chwil Polskę wspaniałą, dumną, utopijną niemal oraz Polskę zakompleksioną, sfrustrowaną, z dna zezwierzęcenia.

Problem oczywiście polega na tym, że tak jak 1% komórek rakowych zabija resztę zdrowego organizmu, tak minimalny odsetek zakompleksionych wandali skutecznie rozwala polską, ogólnie dość normalną rzeczywistość. Wśród morza przyzwoitości kilka czarnych wysepek naprawdę rzuca się w oczy - nam samym i obcokrajowcom. Problem ich eliminacji to jedno z większych wyzwań dla rządzących

- list z takimi tezami pojawił się dziś na drugiej stronie "Der Stürmera" Gazety Wyborczej. Nie mam więcej pytań. Poddaje się.

12:21, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2012



Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Argentyńczycy pamiętają i oceniają rządy generała Videli. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podstawie wspomnień, doświadczeń własnych i najbliższej rodziny. Na podstawie poglądów i sympatii politycznych. Pomysł, by sąd sądził historię - tak samo jak sądzi np. kieszonkowców - jest mocno dyskusyjny.

Widać to zresztą w sondażach. Mimo generalnie krytycznej opinii o rządach wojskowej junty ciągle wielu Argentyńczyków (choć z latami i wymieraniem świadków malejąca) uważa, że była mniejszym złem i uchroniła Argentynę przed komunistycznym zagrożeniem i chaosem. Żaden wyrok sądu tego nie zmieni...

Bulwersuje mnie fakt, że sąd uznał, iż w marcu 1976 roku nie było zagrożenia przewrotem komunistycznym w Argentynie. Tego się nie da jednoznacznie stwierdzić. Nawet jeśli w kremlowskich archiwach są zapisy, że towarzysze z Moskwy nie mieli zamiaru inspirować rewolucji w Argentynie, to jednak samym swoim istnieniem uwiarygadniali taką wersję wydarzeń. Ocena nawet najbardziej skrupulatnego sądu tego nie zmieni. Są bowiem sprawy, które nie poddają się ocenie prawnej. Na rządy generała Videli zawsze będziemy patrzeć przez pryzmat polityki. I nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej.

INSPIRACJA



17:43, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 października 2011

Zajrzałem sobie w szczegółowe dane exit polla OBOP-u dla telewizji. I zrobiłem: Ło jeny!

Otóż:

Ruch Palikota zdobył najwyższe poparcie wśród bezrobotnych, robotników, uczniów i studentów.

Oraz:

Ruch Palikota zdobył najwyższe poparcie w miastach w przedziale 51 - 500 tys. mieszkańców

Co to oznacza?

1. Wyborcy Palikota raczej nie są naturalnym zapleczem jakiejś wyimaginowanej partii lewicowej. To przede wszystkim elektorat partii populistycznej. Źle to? Niekoniecznie, no bo:

2. Fajnie, że populizm w Polsce nie musi być koniecznie narodowo - konserwatywno - jakuboszelowo - neoliberalny. Otóż można pojechać po xiędzu, odwołując się do ludowego antyklerykalizmu i, digabum, to zadziała. Nie trzeba koniecznie pierdolić głupot o podatku liniowym, bo na kij on bezrobotnemu, robotnikowi, albo studentowi Wyższej Szkoły Czegoś Tam Czegoś.

3. Wygląda na to, że ruchawka wkurwionych młodych jest w Polsce możliwa.

4. Oraz potencjał Dżaroslawa na przyszłość jest żaden.

To tyle za darmo i w kwadrans przyszło mi do głowy. A teraz idę spać, bo się strasznie dziś, panie, naharowałem. No ale, proszę, ile to pozytywnych wiadomości dostarczył nam Janusz swoim blitzkriegiem. Kto by się spodziewał, kto by się spodziewał. Dobranoc.

23:21, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (12) »
sobota, 08 października 2011



Żyję. Ma to swoje niezaprzeczalnie dobre strony. No. Ale ma też i złe. Bo muszę oglądać, czytać, słuchać, robić te wszystkie rzeczy budzące irytację. Dzisiaj na przykład gapi się na mnie z okładki "Gazety" Marek Kondrat. Źle wygląda. I z tym swoim złym, zmęczonym wyglądem mówi do mnie, żebym głosował. Bo jak nie, to będę miał kaca. Och, panie Marku, jest, kurwa, sobota. To oznacza, że dziś na kacu to ja się bardzo dobrze znam. To niech pan mnie już o nim nie naucza.

Nie wiem, co jest nie tak z tymi ludźmi. Przecież gdyby każdy Polak i Polka każda poszli do wyborów, ich wynik byłby niemal taki sam, jak przy 50 proc. frekwencji. Głosowanie możemy spokojnie uznać za gigantyczny sondaż dobrze oddający rozkład poglądów w całej populacji.

Te wszystkie brednie o obywatelskim obowiązku i myciu zębów

Dlaczego wiec piszę ten rytualny, przedwyborczy, profrekwencyjny tekst? Otóż z tego samego powodu, dla którego my wszyscy przypominamy swoim dzieciom, żeby myły zęby. Nie chcemy, żeby miały dziury, próchnicę, braki w uzębieniu.

miałyby sens tylko wtedy, gdybyśmy chcieli pobić frekwencyjny rekord Guinessa, medal dostać, rękę uścisnąć Wielkiego Elektora. Ale czy znowu jesteśmy tacy wylewni, żeby się ściskać z jakimś nieznajomym facetem (bo to musi być facet, zwłaszcza w polskiej wersji tej przypowieści)? No raczej nie.

Cóż, więc, jeśli nie chodzi o to, by poszli wszyscy, to znaczy, że gra się toczy o zmobilizowanie konkretnej grupy obywateli naszego pięknego kraju. To się fajnie udało cztery lata temu. Tyle, że wygenerowało jednocześnie sporą grupę nabitych w butelkę, tych nieogarniętych kolesi, co uwierzyli, że im Platforma marihuanę zalegalizuję. Albo tych podatnych na wzruszenia, Kazików różnych, co po Smoleńsku stwierdzili, że dali się oszukać, a tak naprawdę Lech Kaczyński i PiS wcale nie byli faszystami.

Po co o tym przynudzam? Ano po to, by dojść do oszałamiającego odkrywczością wniosku, że bezrefleksyjne głosowanie rodzi w chuj i trochę problemów. Dlatego nie chce ci się iść? To nie idź. W piździe masz to całe głosowanie? To miej. Nie masz na kogo głosować? To nie głosuj.

Ale zęby umyj, bo się może dziś spotkamy w knajpie.

17:00, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 października 2010

Wszystko, wszystko, wszystko nie tak! Obłąkany dziadek powinien przecież wpaść do biura PO i z portretem Kaczyńskiego w ręku strzelać do Platformy. Dlaczego, ach dlaczego stało się odwrotnie?! Mamaaaaa....!!!!! Zabrali mi zabawki! - krzyczy Waldemar Kuczyński. Serio:

To, co się stało w Łodzi, ma bez wątpienia związek z polityczną atmosferą, jaka istnieje u nas od kilku lat. Tyle że ta atmosfera - dzisiaj nakręcająca się już z obu stron - jest dziełem braci Kaczyńskich i partii pod ich kierownictwem.

Rety! Dzisiejsza historia może mieć bardzo daleko idące skutki dla polskiej polityki, pewnie sobie nawet nie zdajemy sprawy jak wielkie. I trzeba kurwa milczeć, albo martwić się o losy kraju, bla bla bla i pozwolić Jarosławowi spieprzyć także ten cudowny PR-owy prezent. A nie publikować tekst Kuczyńskiego, który jest widowiskowym podaniem w uliczkę dla Kaczyńskiego i przybliża go o te parę milimetrów do bohaterskiego odzyskania władzy. Brrrr.

 

21:16, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (5) »
niedziela, 17 października 2010

Janusz Korwin Mikke Adam Michnik:

Mam więcej zaufania do tego konkretnego rynku niż do tego konkretnego państwa rozumianego jako administracja, biurokracja, klasa polityczna

22:48, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 października 2010

Straszna jest ciekawość świata, straszna jest chęć natychmiastowego dowiedzenia się, czy nie zawalił nam się on właśnie na łeb. Bo wraca człowiek sobie spokojnie lekko wcięty z klubu, zagląda do netu i widzi rzeczy straszne.

Widzi na Facebooku wybitnych poetów, inteligentne kulturoznawczynie, miłych socjologów i generalnie ludzi, których uważał w gruncie rzeczy za całkiem przytomnych, którzy w szale klikania, klikaja "lajki" dla ruchu kolegi Palikota. I dziwi się, jak to sie stało, ze poznał i polubił tylu ludzi, którzy maja w sobie potrzebę popierania fuhrera.

Bo przecież cała ta dziwaczna i niesmaczna hucpa w sali kongresowej (czy głównym diskdżokejem nie był tam aby kolo, co kiedyś prowadził zawody strongmenów w tefałenie?) to dokładne powtórzenie PiS-owskiej narracji. Tylko gorzej i cztery razy bardziej.

Oto mamy wodza, który "wreszcie zrywa z polityczna poprawnością", mówi "jak jest naprawdę", "nie boi się mówić prawdy", pokazuje "tym wszystkim darmozjadom politykom gdzie ich miejsce" i tak dalej i tym podobne. Mamy oto anty establishmentowy ruch (co samo w sobie jest ok, tak samo miłe i zabawne w PiSie - jedyne miłe i zabawne w tej partii - było obserwowanie, jak dyżurni meteorolodzy kraju zgrzytaja zębami, że ludzie popierają jakąś inna narrację od tej, którą dyżurni wymyślili) oparty na potrzebie przywódcy - który już zdążył być skrajnym konserwatystą, wojującym neoliberałem od TOTALNEJ DEREGULACJI WSZYSTKIEGO, a teraz jest antyklerykalnym lewakiem - by otoczenie stale robiło mu najefektowniejsza laskę świata.

Dlatego dziwię się na przykład wielu ludziom ze środowiska LGBT, że popierają ruch Palikota. Czy wy - panie i panowie - nie widzicie, że to jest oparte tylko na emocji i resentymencie? Że ludzie popierający Palikota to w dużej części bardzo nieprzyjemne postaci - zajrzyjcie na jego stronę internetową - którzy na razie klaszczą, jak wódz mówi o związkach partnerskich, ale jak przyjdzie co do czego to z chęcia w ramach "walki z poprawnością polityczną" na latarniach zamiast księży będa wieszać "pedałów". Bo łatwiej. I opłacalniej.

Bo dorobiliśmy się właśnie kolejnego po partii Kaczyńskich ruchu Wkurwionych Drobnych Dorobkiewiczów. Bez idei, bez pomysłu - za to z rechotem, bezczelnością i skarpetami noszonymi latem do sandałów. Na szczęście progu wyborczego pewnie nie przekroczą (bo establishment weźmie ich tak samo na celownik jak wcześniej wziął PiS - proponuję posłuchac piatkowego poranka w Tok Fm, to bardzo dobry zwiastun tego thrillera), ale łatwośc z jaką taka autorytarną narracją można sobie zjednac zwolenników jest jednak przerażająca.

Czytelników mojego niszowego blogaska przepraszam za chaos myślowy - to pierwsza i ostatnia notka pisana na bani, ale tak się zirytowałem, ze nie mogłem się powstrzymac.

04:42, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

aż miło patrzeć, jak dziwaczni wąsacze wykrzykujący coś z jakichś kuriozalnych trybun (henrykę krzywonos biorę w nawias, bo nie z własnej winy zamiast na wspominowkowy podwieczorek o tym, jak "żeśmy knuli przeciwko komuniście" trafiła na typowo polską krwawą polityczną jatkę o nic) pakują wreszcie na dobre do grobu coś, co w kraju naszym zwykło się idiotycznie nazywać ideałami sierpnia. bo nie wiem jak wy, ale ja generalnie pierdolę te ideały.

bo to są takie w gruncie rzeczy wykwity symbolicznej masturbacji, które już na pierwszym zjeździe "solidarności" kazały się chłopcom obtłukiwać w specyficznie nadwiśańskim danse macabre przypominającym pogo. już wtedy "prawdziwi polacy" przymierzali się do mierzenia nosów "lewicy laickiej". a ta z kolei w słusznie i chwalebnie i dobrze pojętym pragmatyzmie (że lewica, kościół, dialog i dekalog) chciała udowodnić, że laicka to jest generalnie na niby, że ubóstwia się obściskiwać z prałatami, a prawiący banały wojtyła jest dla niej wielkim mędrcem, ziemię tę całującym namiętniej niż gudrun ensslin andreasa baadera.

no i "prawdziwym polakom" zostało tak do dziś. lewicy laickiej też. z tym, że ta druga - znów w słusznie, chwalebnie i dobrze pojętym pragmatyzmie - zaczęła po 89 roku wszystkich przekonywac, że nie dość, że nie jest laicka, to w ogóle tak naprawdę nie jest lewicą. no, i  własnie na tym polegają ideały sierpnia.

znaczy nie zrozumcie mnie źle - nie mówię, że "solidarność" była be. mówię tylko, iż jedynym z niej realnym - i cholernie ważnym, przyznaję - pożytkiem był fakt, że w chwili, kiedy wszystko jaruzelskiemu zaczęło się sypać na łeb, istniała już nieźle zorganizowana kontrelita polityczna z realnym i sporym poparciem społecznym. zaoszczędziło nam to pewnie rewolucji wrzodaków i rymkiewiczów. zawsze coś.

ale zostawmy już sierpnie razem z ich papieżami, trupami, mszami za ojczyznę, michnikami z wąsami, styropianami z krzyżami, kaczmarskimi z murami i glempami z uszami. jeśli jakieś dziedzictwo będzie miało wpływ na powstanie fajnej polskiej socjaldemokracji, jeśli coś ma nam tu pomóc zrozumieć cokolwiek, to będą to raczej zdobycze zachodnioeuropejskiej lewicy, a nie borusewicz śpiewający boże coś polskę w świętej brygidzie. chuj z sierpniem. niech żyje lewicowa imitacja. wiwat olof palme. amen

19:45, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 sierpnia 2010

Można było na pałach wywalić tych biednych bazarowych kolesi z baraku w centrum Warszawy. Nie można przenieść dwóch zbitych na krzyż desek do oddalonego o kilkaset metrów miejsca w centrum Warszawy. Dzień dobry, tu mówi konserwatywno liberalna Polska.

Też bym najchętniej zapomniał.


PS Sto procent racji pani redaktor

19:12, czerwoneiczarne , cymbergaj
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5

hkh

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner